Krzesła, które uczą rozumieć siebie – czyli o technice pracy z krzesłami w Terapii Schematów.
W terapii schematów nie chodzi o walkę z sobą. Chodzi o spotkanie ze sobą.
Z tymi częściami, które próbowały nas przez lata chronić — choć czasem raniły.
W procesie zdrowienia uczymy się słuchać siebie — naprawdę.
Ale żeby móc usłyszeć, najpierw trzeba zaprosić wszystkie głosy do stołu.
Te, które kochamy. I te, których się wstydzimy.
Wyobraź sobie pokój. A w nim kilka krzeseł.
Każde z nich zajmuje inna część Ciebie.
Przykładowo:
(…)
I w końcu…
Czasem siadamy na jednym z tych krzeseł — nieświadomie.
Czasem przeskakujemy z jednego na drugie — z lęku, z automatu.
Czasem dopiero z dystansu widzimy, że to nie my, tylko tryb — mechanizm z przeszłości, który nadal próbuje nas chronić.
W terapii czasem przesiadamy się z jednego krzesła na drugie.
By lepiej poczuć.
Zrozumieć.
Uświadomić sobie, które głosy dominują i dlaczego.
Innym razem patrzymy na nie z dystansu.
Z boku. Bez wdawania się w dyskusje.
Bo czasem to wystarczy — zobaczyć, że jakiś tryb znów próbuje przejąć stery.
I podjąć decyzję: „nie teraz, nie w tej formie”.
Czasem przychodzi moment, by usiąść naprzeciw swojego wewnętrznego krytyka — nie po to, by z nim walczyć, ale żeby go zrozumieć. Bo często ten głos, choć bolesny, powstał dawno temu — ze strachu, z potrzeby kontroli, z samotności. Kiedy przestajemy mu ślepo wierzyć, a zaczynamy go widzieć z dystansu, pojawia się przestrzeń na coś, co w psychologii nazywamy dyfuzją. To moment, w którym nie zlewasz się już z tym głosem, tylko zaczynasz dostrzegać: „To tylko jedna część mnie. Nie cała ja.” Dyfuzja nie ucisza krytyka siłą. Ona go oswaja. I to właśnie z tego zrozumienia — a nie z walki — rodzi się możliwość, by jego głos stopniowo cichł. Albo przynajmniej… nie rządził już całym Twoim światem.
A są też takie momenty…
Kiedy krzesło wewnętrznego krytyka trzeba po prostu wynieść za drzwi.
Bez negocjacji.
Bo jego głos przestał być ochroną — stał się przemocą.
To wszystko — to proces.
Nie spektakularna przemiana, nie jedno objawienie.
Ale powolna podróż, w której uczysz się na nowo być ze sobą.
Bez wstydu.
Bez lęku.
Z coraz większym współczuciem.
Bo w tym wszystkim — wśród tylu krzeseł, głosów, strategii przetrwania — najważniejsze jest jedno: dotrzeć do wewnętrznego dziecka. Do tej małej Ani, Basi, do małego Wojtka, Michała…
Zapytać: „Jak się czujesz, kiedy krytyk na ciebie krzyczy?”
Albo: „Jak ci tam jest, kiedy jesteś całkiem niewidoczny, schowany za ścianą unikania, kontrolowania, złości czy perfekcji?”
Często to dziecko siedzi cichutko pod stołem — opuszczone, zawstydzone, przekonane, że z nim jest coś nie tak.
A największe uzdrowienie zaczyna się w chwili, gdy pochylasz się i mówisz:
„Już jestem przy tobie. Widzę cię. Już nie musisz być sam.”
Te strategie zmieniają nasze życie.
Ta czuła gotowość, by wreszcie być dla siebie kimś, kogo zabrakło — opiekunem, obrońcą, bezwarunkową obecnością – leczy.
Bo celem nie jest „pozbycie się” części siebie.
Tylko nauczenie się, kto ma głos — a kto już nie musi krzyczeć.
Kto potrzebuje opieki.
A kto… może wreszcie odpocząć.
I to właśnie dzieje się na tych zwykłych, terapeutycznych krzesłach.
Spotkania, które potrafią zmienić życie.
To nie szybka metamorfoza.
To proces.
Spotkanie po spotkaniu. Krzesło po krześle.
Przesiadamy się. Zmieniamy perspektywę.
Zaczynamy słyszeć siebie. I naprawdę siebie rozumieć.
Bo dopiero wtedy możemy powiedzieć:
„To JA wybieram, które krzesło dziś zajmuję.”
Jeśli czujesz, że to wszystko porusza coś w Tobie — zapraszam Cię do tej drogi. Do uważnego przesiadania się na wewnętrznych krzesłach, do budowania kontaktu z dzieckiem w sobie, do uczenia się, jak nie wierzyć każdemu głosowi, który mówi „nie jesteś dość dobry”.
Możesz przejść tę drogę w terapii indywidualnej — w swoim tempie, we własnym rytmie.
Możesz dołączyć do grupy terapeutycznej — gdzie wspólnie, z życzliwością i wsparciem, uczymy się siebie nawzajem.
Jesteś mile widziany/widziana, dokładnie taki, jaka jesteś.
Małgorzata Czerniak



